Witajcie! Pamiętacie jak w poście “Plany, cele i postanowienia na 2018r.” napisałam, że jednym z moich postanowień jest odświeżenie moich starszych postów, które pisałam bez polskiej czcionki i do których straciłam zdjęcia?🤣 Poniżej znajdziecie kolejny z takich odświeżonych postów. Jeśli jeszcze nigdy go nie czytaliście, serdecznie zapraszam Was do lektury. Linda.

Postanowiłam napisać coś o macierzyństwie… Zobaczymy czy to będzie dobry pomysł 🤣. Wiem, że niczego nowego w tym temacie nie napiszę. Nie jestem też absolutnie ekspertem, psychologiem dziecięcym czy jakimkolwiek doradcą. A to nie jest blog parentingowy. Jestem po prostu mamą dwójki słodziaków, za którymi przepadam i które kocham ponad wszystko. Czy to mnie czyni specjalistką w dziedzinie macierzyństwa?🤔 Chyba z przymrużeniem oka mogę powiedzieć, że jestem wciąż uczącym się i popełniającym błędy ekspertem od wychowywania naszych dzieci 😂🤣. Mam jednak nadzieję, że moje przemyślenia i krótkie historyjki, w których pojawiają się nasze Dzibusy (syn 6 lat, córka 3 lata) przypadną Wam do gustu. Czasami będę pisać na temat mojego macierzyństwa i Dzibusków, i wspaniałego chaosu, który razem tworzymy🤣.

Muszę od razu powiedzieć, że ogromnym wsparciem w byciu rodzicem jest dla mnie mój mąż. Bez Niego bycie mamą byłoby duuuużo trudniejsze. On, jak większość mężczyzn, zachowuje spokój w niemal każdej sytuacji, podczas gdy ja mam tendencje do panikowania😲🤣. Jest też dużo bardziej konsekwentny, podczas gdy ja bywam za miękka 🤣. A przecież wszyscy wiemy jak, poza ogromną ilością miłości i ciepła, w wychowywaniu dzieci niezbędna jest odpowiednia ilość dyscypliny.

A jak to wygląda u Was? Jak wygląda wasze macierzyństwo? Kto najbardziej Was wspiera? Dajcie znać.

To tyle na dzisiaj. Następnym razem napiszę coś na temat tego, jak “nie zwariować” będąc mamą dwójki dzieciaczków. Oczywiście z przymrużeniem oka 😉

Pozdrawiam Was mocno, Linda💜😁

Pin It on Pinterest