Dzisiaj przedstawiam post podsumowujący LUTY. Czy udało mi się osiągnąć moje cele na ten miesiąc? Co było trudne, łatwe, sprawiło satysfakcję? Zobaczmy!

Luty był krótki…i dobry. Zleciał mi szybko, byłam zajęta, dużo się działo, ale miałam też czas na odpoczynek.

Jak wiecie postawiłam sobie nowe cele na ten rok. Pisałam więcej na ten temat w poście: “Plany, cele, postanowienia na 2018 rok. Czy można je zrealizować? Dlaczego zmieniłam swoje podejście?” Obiecałam co miesiąc pisać podsumowanie i szczerze dzielić się z Wami moimi doświadczeniami, sukcesami lub ich brakiem. Dziś wrzucam 2gi z serii 12tu tego typu postów. Pierwszy post podsumowujący styczeń możecie przeczytać tutaj.

Co udało mi się osiągnąć?
  • 27 razy wstawałam wcześniej by mieć czas na mój Miracle Morning (więcej na ten temat znajdziecie na You Tube). Czasami było to tyko 30 minut, a czasem nawet do 2,5 h wcześniej, a mój rekord to 3 h! Nadal uważam, że taki spokojny poranek tylko dla siebie jest dla mnie najlepszym sposobem na początek dnia.
  • Codziennie poświęcałam czas na modlitwę i tego typu duchowe rozmyślania.
  • 26 razy robiłam sobie studium osobiste lub czytałam w Pismie Świętym (albo jedno i drugie).
  • 8 razy chodziłam do służby (wolontariat).
  • Dwa razy w tygodniu studiowałam z Dzibusami
  • 15 razy bawiłam się z Dzibusami (chodzi o prawdziwą zabawę razem!🤣).
  • 13 razy czytałam Dzibusom.
  • Ćwiczyłam 6 razy w tygodniu (minimum 20 minut).
  • 12 razy brałam suplementy diety.
  • Wypróbowałam 2 nowe przepisy.
  • 12 razy poszłam na czas spać (u mnie to jest koło 22.00 ).
  • Przeciętnie spałam 6,5 godziny (za mało!).
  • 2 razy pracowałam nad Projektem Miesiąca (1szy raz: dokończyłam robienie porządku w filmach i zdjęciach rodzinnych na laptopie; 2gi raz: zrobiłam porządki w moich 2 skrzynkach pocztowych).
  • Napisałam 4 nowe posty na ten blog.
  • Odświeżyłam 4 stare posty na ten blog (to jest drugi, stały Projekt Miesiąca).
  • 27 razy wrzuciłam mini post na FB.
  • 23 razy wrzuciłam mini post na IG.
Co było najprzyjemniejsze?

Najprzyjemniejszy był nasz tydzień urlopu w Polsce. Moim celem na ten tydzień było leniuchowanie, relaks i cieszenie się każdym dniem! Niewiele robiłam i dobrze mi tak było😂. Codziennie późno chodziłam spać, bo oglądałam serial na Netflix’ie albo czytałam książkę🤣. Mimo tego leniuchowania codziennie ćwiczyłam minimum 20 minut, napisałam nowy post na bloga, poświęciłam trochę czasu dzieciom (resztę czasu zajęli Dziadkowie😁) i każdego dnia robiłam sobie mój Miracle Morning, czyli poranek tyko dla siebie (choć dużo krótszy niż zwykle).

Co nowego zauważyłam?

Zauważyłam, że styczniowe doświadczenia nauczyły mnie, by nie narzucać sobie zbyt dużego tempa. Czasem przyłapałam się na tym i musiałam się skorygować. Chyba jestem na drodze do czegoś przypominającego balans 🤣. Byłam mniej zmęczona niż w styczniu i zapewne urlop miał z tym coś wspólnego👍.

Okazuje się, że zwiększenie sobie poprzeczki w ćwiczeniach z 3 do 6 razy w tygodniu nie było aż tak trudne (po narodzinach Dzibuski robiłam to dokładnie przez 1 rok) i wniosło dużo dobrego. Jestem dzięki temu lepiej zorganizowana – codziennie muszę zaplanować kiedy będę ćwiczyć i trzymać się tego planu – oraz mam więcej energii😁.

Z czego najbardziej się cieszę?

Najbardziej cieszę się z tego, że:

  • Trzymałam się moich planów na luty (choć nie w 100% kiedy byłam na urlopie).
  • Byłam konsekwentna na tyle, na ile pozwalały na to okoliczności.
  • Ćwiczyłem 6 razy w tygodniu (minimum 20 minut).
  • Trzymałam się planu konstruktywnego spędzania czasu z dziećmi💜.
Co muszę zmienić? Nad czym muszę popracować?
  • Muszę w końcu nauczyć się na czas chodzić spać (dopiero w ostatnim tygodniu lutego zrobiłam pod tym względem postępy…).
  • Muszę konsekwentnie przyjmować suplementy diety i witaminy.
  • Muszę na czas zabierać się za kolejne posty (nadal jest to bardzo trudne!).
Co nowego wprowadziłam/zrobiłam?
  • Ćwiczyłam 6 razy w tygodniu.
  • Wypróbowałam 2 nowe przepisy (kuskus z suszonymi owocami warzywami – dobre; rolada ze szpinaku z warzywami na ostro i ryż – bardzo dobre).
  • Oglądałam filmiki motywacyjne na You Tube przy ćwiczeniach lub sprzątaniu.
  • W ostatnim tygodniu wprowadziłam wstawianie o 5.00, by mieć jeszcze więcej czasu dla siebie (Miracle Morning, więcej info na You Tube).
Jak się czuję po 1szym tak intensywnym miesiącu? Moje odczucia i obserwacje.

Czuję się bardzo dobrze! Wszystkie moje małe sukcesy pomagają mi każdego dnia – zachęcają mnie do dalszego działania. Wiem, że mam jeszcze dużo pracy przed sobą i nad sobą, ale radość z tych małych osiągnięć działa bardzo zachęcająco. Aż się chce dalej działać!

Jakie mam cele na marzec?

W marcu będę się skupiać głównie na 2 najważniejszych rzeczach:

  • Pomocniczej służbie pionierskiej na 30h (poświęcę 30h na wolontariat).
  • Rodzinie, czyli na mężu i Dzibusach💜.

Wszystko inne schodzi na dalszy plan. Oczywiście nadal będę się starała trzymać moich głównych celów i postanowień. Wiem jednak, że pod niektórymi względami nie będę tak produktywna jak w styczniu czy lutym. I nie szkodzi. Marzec będzie miesiącem poświęconym na sprawy duchowe, wiarę i rodzinę.

Mam nadzieję, że ten post podsumowujący LUTY posłuży Wam za swego rodzaju motywację. Jak widzicie nie udało mi się zrobić wszystkiego, co bym chciała. Nie szkodzi. Jestem za to zadowolona z moich małych sukcesów. One dodatkowo mnie motywują.

Przesłanie miesiaca: cieszmy się z naszych codziennych osiągnięć🤣.

A jak Wam minął ten 2gi miesiąc 2018r.? Jesteście zadowoleni? Co udało się osiągnąć? Nad czym pracujecie w marcu? Dajcie znać!👍

Mocno Was pozdrawiam, Linda👍😁💪

Pin It on Pinterest