Witajcie! Pamiętacie jak w poście “Plany, cele i postanowienia na 2018r.” napisałam, że jednym z moich postanowień jest odświeżenie moich starszych postów, które pisałam bez polskiej czcionki i do których straciłam zdjęcia?🤣 Poniżej znajdziecie kolejny z takich odświeżonych postów. Jeśli jeszcze nigdy go nie czytaliście, serdecznie zapraszam Was do lektury. Linda.

Mam pomysły i materiał na ok 20 kolejnych postów, czasu prawie wcale (czyli tak jak zwykle), ale czuję, że muszę dziś coś tu napisać. A właściwie, że chcę. I w ogóle nie będzie elokwentnie, ani może nawet bardzo interesująco. Napiszę za to o dniu dzisiejszym.

Jest poniedziałek, 4 lipca 2016r. Od poczatku soboty jestem przeziębiona, Dzibus też – chyba chciał mnie wesprzeć 🤣. Wczorajszy dzień był dla nas niezwykle intensywny. To w połączeniu z przeziębieniem zaowocowało moim wczorajszym pójściem do łóżka o 20.00 (😲!). Zasnęłam chyba o 21.00, bo już niczego innego nie pamiętam. I choć noc moja i Dzibusa nie należała do najlepszych, to uważam dzisiejszy dzień za udany.

Dlaczego? Przede wszystkim nie musiałam wstawać o 7.00 i szykować moich 2 Dzibusków do wyjścia do szkoły. Hura!👏 Zadzwoniłam do szkoły, by obwieścić, że nasz synek jest chory i przez minimum 2 dni nie będzie go w szkole.

Dzień zaczęliśmy powoli (mąż już dawno był w pracy). W kuchni czekała mnie cała sterta naczyń – z jednej strony czystych do schowania (wczoraj nie miałam czasu tego zrobić), a z drugiej strony cała sterta brudnych po obiedzie (których umyć nie miałam sił) . I nawet mnie to nie przygnębiło. Wykorzystałam ten czas na nagranie się mamie i opowiedzenie jej o naszej cudownej niedzieli.

Dzieci dostały jeść, bawiły się, kłóciły, ja je godziłam i tak w kółko 😂. Zebrałam też siły na postprzatanie na dole (salon, kuchnia, hall), stwierdzając, że jeśli nie zrobię tego teraz, to później już nie będzie na to szans. Sprzątałam prawie godzinkę i cieszę się z tego, że mimo osłabienia coś w domu zrobiłam 👍.

Dzibuska poszła spać i to miał być nasz czas z Dzibusem, tyle, że ona długo nie pospała i obudziła się z rykiem – nie wiadomo czemu🤔. I o dziwo wcale się nie zdenerwowałam. Wzięłam moje 2 Dzibusy i poczytałam im 2 opowieści z książki “Mój zbiór opowieści biblijnych”. Córcia skapitulowala 1sza, bo czytanie z nią polega na ciągłym przewracaniu kartek, a tu się nie dało 🤣. A potem i synuś chciał robić coś innego. Ale i tak się cieszę, że chwilkę posiedzieliśmy razem i Misiaki posłuchały czegoś budującego.

Wcześniej robiłam z Dzibusem nasz wspólny projekt czyli przyklejanie naklejek z dinozaurami w odpowiednie miejsca w albumie o dinozaurach. Oboje bardzo to lubimy. Czyli jednak było trochę tego czasu tylko we dwójkę 😁👍.

O 15.00 położyłam się na chwilkę na sofce, dzieci bawiły się obok – czytaj: Dzibus rysował dinozaury, a Dzibuska łaziła do ogrodu i spowrotem, i tak w kółko🤣. Następnie właziła na mnie i chciała ze mną “spać”, czyli robić wszystko inne tylko nie spanie 😂. Typowe.

Posiedziałam trochę na IG i wrzuciłam tam 3 zdjęcia, zostawiłam też wpis na FB.

A teraz siadłam by napisać coś dla Was, czego w sumie nigdy nie robię w ciągu dnia i przy dzieciach. Tym razem jednak tak robię, bo dziś dużo czasu z nimi spędziłam, bawiliśmy się razem, gadaliśmy, i myślę, że te pół godzinki beze mnie dadzą radę (oczywiście nawet te pół godzinki jest ciagle przerywane przez Dzibuskę 🤣).

Zaraz jeszcze chwilkę z nimi coś porobię, może kolorowanie, albo “czytanie” książeczek. Potem obiad – dzis prosty, szybki i zdrowy. Potem dzieci na czas do spania i reszta wieczora z mężem. Jak jeszcze będę miała siły to sobie troszkę poczytam i oczywiście uzupełnię mój dziennik (a mam zaległości z tego niezwykle zajętego i bardzo budującego weekendu).

Na szczęście już się czuję trochę lepiej. Moja ulubiona mieszanka własnej roboty zawsze stawia mnie na nogi – czosnek, miód i cytryna. Sposoby babuni 👍.

W dzisiejszym dniu chodziło o spokój i “nie musienie” robienia zbyt wielu rzeczy, i o kurowanie się, i ogólne lenistwo, i o czas z dziećmi. Nie mam makijażu, nie wychodzę z domu, nie widzę się z innymi. I dobrze mi z tym. Nie cierpię chorować, ale czasem to ma swoje plusy 🤔.

A jak to jest u Was? Co robicie gdy chorujecie?

Mocno pozdrawiam, Linda

Pin It on Pinterest