W dzisiejszej poście podzielę się z Wami tym, co robiliśmy ostatniej niedzieli, mianowicie naszą 12,5 Rocznicę Ślubu. Dlaczego 12,5? Co to za dziwny zwyczaj? Zobaczmy!

Rocznica nie w terminie

W tym roku mija 12 i pół roku odkąd się z mężem pobraliśmy! Tyle, że nie 19 sierpnia, a dopiero 8 października. Ponieważ jednak my rzadko kiedy obchodzimy nasze rocznice w terminie, wcześniejsze obchody naszej 12,5 chyba niewiele osób zdziwiły 🙈🤣.

Dlaczego 12,5?

Holendrzy nazywają tę Rocznicę Miedzianą, bo jest to równo połowa 25 lat, czyli Srebrnej Rocznicy. Stosują ją nie tylko do ślubu, ale też do wszelkich innych okazji jak np. lata pracy w danej firmie. Osobiście nigdzie indziej nie spotkałam się z takim zwyczajem, ale tutaj jest on brany na poważnie.

Moje marzenia sprzed lat…

Dlatego z wielką przyjemnością już od lat wyczekiwałam momentu kiedy i my będziemy 12,5 lat po ślubie. Kiedyś planowałam wynająć salę, zaprosić mnóstwo osób, zadbać o catering, stroje galowe i ulubioną muzykę taneczną. Okazało się jednak, że z czasem zmieniłam podejście i wyluzowałam. Sama siebie zaskoczyłam. Dlaczego?

Zmiana podejścia do 12,5 Rocznicy Ślubu

Stwierdziłam, że wystarczy mi proste, zwyczajne spotkanie na świeżym powietrzu w gronie rodziny i przyjaciół, z luźną, przyjemną, niezobowiązującą atmosferą. Do tego kawa, herbata, napoje i spora selekcja ciast dla naszych gości. A żeby sobie życie jeszcze bardziej ułatwić, nawet te torty i ciasta zaplanowałam kupić w sklepie zamiast się męczyć ich pieczeniem.

Analizując zmianę mojego podejścia do tego tematu doszłam do wniosku, że chyba jednak dojrzałam i przestałam mieć wobec siebie takie duże wymagania jak kiedyś. Łatwiej jest mi cieszyć się prostymi przyjemnościami. Nie odczuwam już potrzeby stawiania siebie w centrum uwagi. I nawet tutaj zastosowałam Minimalizm Dopasowany i prostotę życia. To dla mnie bardzo pozytywne odkrycia!

Gdzie zorganizowaliśmy nasze przyjęcie

Nasze przyjęcie było bardzo skromne, chyba nawet bardziej pasowałby termin spotkanie. Zorganizowaliśmy je na ulubionym placu zabaw Dzibusów, który już kilka razy wynajmowaliśmy na różne przyjęcia. Jest to spory plac zabaw na świeżym powietrzu z dużą ilością zieleni i ogrodzeniem wokół. W niedziele można go wynająć na prywatne przyjęcia. Idealne miejsce nawet dla dużych grup. Pod warunkiem, że pogoda dopisze. A nam dopisała!

O której to przyjęcie?

Przyjęcie trwało od 14.00 do 17.00 czyli między lunchem, który Holendrzy jedzą zazwyczaj koło 12.00-13.00, a obiadem, który jedzą koło 17.30-18.00. Między lunchem, a obiadem niezbędna jest kawa i coś słodkiego. Dlatego pod tym kontem dopasowaliśmy nasze menu.

Jak wyglądało menu?

Menu było bardzo proste i idealnie mieściło się w holenderskie zwyczaje. W skrócie “Kawa i do kawy“. Ja specjalnie pojechałam w sobotę do Niemiec i kupiłam tam 20 ciast i tortów w 11 różnych rodzajach. Tam jest ich dużo większy wybór niż u nas, plus ceny są bardzo atrakcyjne. Do tych przysmaków była świeżo parzona kawa i herbata, soki i woda z lodem dla ochłody.

Kogo zaprosiliśmy

Zaprosiliśmy naszą rodzinę, przyjaciół oraz braci i siostry z 2 różnych zborów (tego, w którym usługiwaliśmy przez 10 lat i tego, w którym usługujemy od ponad 2 lat). Zaproszenie było dla wszystkich bez wyjątku. Nie wymagaliśmy nawet potwierdzenia obecności. Miało być miło i bez zobowiązań czy nacisku. Można było wpaść już o 14.00 i zostać do 17.00, ale można też było przyjść tylko na chwilę. Jak to mówią Holendrzy : “Niets moet, alles kan” czyli “Niczego nie trzeba, wszystko można“🤣👍. Takie luźne, spontaniczne podejście pomogło mi wyluzować się i nie przejmować się nad miarę.

Pomoc przyjaciółek

Już wcześniej poprosiłam 2 moje przyjaciółki i jedną zaprzyjaźnioną siostrę z naszego zboru o pomoc przy cateringu. Gosia, Laetitia i Laurey spisały się na medal i jestem im bardzo wdzięczna.

Nie chcemy prezentów

Na zaproszeniu napisaliśmy, że nie oczekujemy żadnych prezentów i że sama obecność naszych gości będzie już dla nas prezentem samym w sobie. Nie chcieliśmy, by nasi przyjaciele wydawali pieniądze na rzeczy, których nie potrzebujemy i które najprawdopodobniej i tak tylko będą niepotrzebnie zajmować miejsce (zwłaszcza, że ja wkładam tyle wysiłku w pozbywanie się nadmiaru zgodnie z moim Minimalizmem Dopasowanym). Napisaliśmy jednak, że jeśli ktoś naprawdę nie umie inaczej, to niech ewentualnie przyniesie nam jakiś kadobon czyli bon do jakiegoś sklepu, restauracji czy kina.

A jednak prezenty

Byliśmy więc w WIELKIM SZOKU kiedy się okazało, że praktycznie wszyscy nasi goście pojawili się z pięknymi kartkami z życzeniami oraz bonami do różnych sklepów lub gotówką w prezencie!!! Wieczorem po przyjęciu siedliśmy, by przeczytać te wszystkie piękne słowa i ciepłe życzenia, a tu co rusz jakiś prezent z tych kartek wypadał 😁🤣. Co za niespodzianka!

Stwierdziliśmy, że chyba jednak nasza rodzina, przyjaciele, bracia i siostry nas kochają🙈😂😋.

Jakie wrażenia?

Nasze przyjęcie z okazji 12,5 Rocznicy Ślubu uznaliśmy za niezwykle udane! Spędziliśmy czas przemile, bezstresowo i we wspaniałej atmosferze. Zebraliśmy mnóstwo komplementów za zorganizowanie takiego właśnie prostego i skromnego spotkania, gdzie wszyscy czuli się swobodnie, mogli skosztować różnych pyszności i po prostu pogadać. Dzieci (i nie tylko🤣) mogły poszaleć na placu zabaw i pograć w piłkę. I nawet ja delektowałam się wegańskim przysmakiem zrobionym dla nas przez moją przyjaciółkę Laetitię (plus kilkoma innymi wegańskimi słodkościami ze sklepu…😋).

A to Laetitia i jej przepyszne ciastko⬇️

Zdjęcia

Marieke, zaprzyjaźniona siostra z sąsiedniego zboru, zaproponowała, że zrobi dla nas kilka zdjęć z przyjęcia. Chętnie na to przystałam, bo ona robi świetne zdjęcia i bardzo lubię jej styl. W przeszłości robiła dla nas 2 photoshoot’y. Dla niej to prawdziwa frajda, a my zostaliśmy ze świetną pamiątką naszej 12,5 Rocznicy Ślubu!

Jeśli chcecie sprawdzić prace Marieke, zajrzyjcie na jej stronę www.mariekephotography.nl i na jej profil na IG @mariekephotography .

Podsumowując cieszę się bardzo z takiej prostej i przyjemnej Rocznicy. Okazuje się, że nie trzeba wiele, by przyjemnie spędzić czas i mieć mnóstwo miłych wspomnień. Nie zawsze potrzebne są fanfary i oklaski.

Czasem dobra kawa, pyszne ciacho, piękna pogoda, roześmiane dzieci, przyjemne rozmowy z przyjaciółmi i objęcia ukochanej osoby wystarczą, by nazwać dzień prawie … doskonałym💜.

Mocno Was pozdrawiam, Linda.

Pin It on Pinterest