W dzisiejszym poście chciałabym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami o tym, co mi daje wczesne rozpoczynanie dnia. Dlaczego wstaję o 4.30? Zobaczmy.

Wstawanie 30-45 minut wcześniej

W poście podsumowującym wrzesień napisałam o tym, że zmieniłam moją poranną rutynę. Już wcześniej wstawałam od 30 do 45 minut przed resztą rodzinki, by mieć kilka chwil tylko dla siebie. Miałam nawet kilkutygodniowe okresy kiedy wstawałam bardzo wcześnie, by mieć tego czasu dla siebie jeszcze więcej. Ponieważ jednak po pewnym czasie byłam tym bardzo zmęczona, wracałam do mojego wstawania 30-45 minut przed resztą moich bliskich.

Sen Wielofazowy

Jednak w sierpniu natknęłam się na You Tube na ciekawy materiał o Polyphasic Sleep, czyli Śnie Wielofazowym. Ten temat tak bardzo mnie zaintrygował, że postanowiłam zrobić eksperyment i wypróbować ten rodzaj snu na sobie. Nie będę opisywać w detalach na czym to polega, ale odsyłam Was do tego postu, w którym napisałam więcej na temat Snu Wielofazowego.

Sześć godzin snu i 1 drzemka + pozytywny eksperyment

Jak teraz wygląda mój schemat snu i odpoczynku? Staram się spać 6 h na noc i robię sobie 25 minutową drzemkę od 14.00 do 14.25. Chodzę spać ok 22.00, choć często później, czego oczywiście żałuję za każdym razem następnego dnia🤣 (jednak 5 h snu to nie to samo co 6😜).

Jak wykorzystuję mój wolny czas? Jest to w sumie jedyny czas w ciągu dnia, który jest tylko dla mnie. Mój mąż i nasze Dzibusy śpią sobie smacznie do 7.30, a to oznacza, że mam ok 3 h tylko dla siebie! I to jest cudowne❤.

Za każdym razem kiedy zgadam się z kimś na ten temat, ludzie są w wielkim szoku i zazwyczaj żartują albo mówią, że oni by tak nie mogli, że oni wolą sobie pospać. I nie ma w tym nic złego. Ja też bym siebie chętnie pospała🤣. Ponieważ jednak bardzo lubię tego typu pozytywne eksperymenty, chciałam wypróbować Sen Wielofazowy i takie spokojne poranki (Miracle Morning – więcej na ten temat znajdziecie na You Tube), by wyrobić sobie o nich zdanie i sprawdzić czy to coś dla mnie.

To, co podoba mi się w mojej porannej rutynie to cisza, spokój i możliwość robienia tego, co lubię bez przeszkód czy rozproszenia.

Intensywna reszta dnia

Od 7.30 zaczyna się nasz wspólny “chaosik “: śniadanie i wyszykowania Dzibusów do szkoły, praca i inne zajęcia dla mojego męża oraz mój dzień pełen różnych zadań i obowiązków. W ciągu dnia zazwyczaj jedynymi momentami kiedy mogę usiąść są te, kiedy jem😜, albo kiedy mam gości – czyli nieczęsto. Poza tym cały czas jestem zajęta – jak pewnie większość z Was. Dlatego te spokojne poranki są dla mnie tak ważne.

Dlatego jestem w stanie zmobilizować się i wstać wcześniej byle tylko mieć czas dla siebie.

Jak wygląda moja poranna rutyna od 4.30?

Co dokładnie robię od 4.30? Wstaję, kończę poranną toaletę i schodzę na dół. Nastawiam niezbędną świeżą kawę – 2 kubki 🤣 (z czego wypijam 1,5), szykuję dużo wody (zimnej i gorącej), szykuję sobie moje ulubione siedzisko, zapalam świece pachnące, wyciągam moje skarby.

Do skarbów należą:

  • moja Biblia,
  • moje notesy,
  • mój Bullet Journal,
  • pisadła wszelakie,
  • iPad,
  • telefon,
  • książka, którą aktualnie czytam.

Tak wyszykowania zaczynam mój dzień przed 5.00. Popijam sobie kawkę, by się rozgrzać i w pełni obudzić.

Sprawy duchowe

Zawsze zaczynam mój dzień od modlitwy. To dla mnie najważniejsze – rozmowa z moim Stwórcą i Przyjacielem. Ponieważ mam tysiąc myśli na sekundę i bardzo trudno jest mi się skupić, od kilku lat zapisuję moje modlitwy w osobnym notesie. Choć nadal często myśli gdzieś mi uciekają, szybciej to zauważam, bo przestaję pisać😂 i wracam do mojej modlitwy. Ci, którzy się nie modlą często wykorzystują pierwsze chwile takiego poranka np. na medytację czy inne wewnętrzne przemyślenia.

Początek dnia jest w moim wypadku najlepszą chwilą na duchowe zajęcia.

Po mojej modlitwie, która zazwyczaj zajmuje od ok. 30 do 45 minut przechodzę do czytania urywka Pisma Świętego albo studiowania literatury na nim opartej. Czasem jest to jakiś temat, który po prostu bardzo mnie zainteresował. Często są to tematy, które później omawiamy na naszych chrześcijańskich zebraniach (stąd bardzo przydatny iPad).

Ciekawa lektura

Koło 6.00 przechodzę do czytania jakiejś ciekawej książki, z której mogę się czegoś interesującego dowiedzieć. W tym momencie czytam aż 3 z nich wymiennie🤪. Niedawno skończyłam “Big Magic” (“Wielka Magia”) Elizabeth Gilbert o kreatywnym życiu – gorąco polecam wszystkim kreatywnym duszom❤. A aktualnie czytam “Abundance Now” Lisy Nichols. Nie tracę mojego poranka na czytanie fikcji – choć bardzo ją lubię – ten czas jest dla mnie zbyt cenny.

Jeśli nie mam ochoty na żadną z moich książek, zaglądam na jakiś dobry, pozytywny blog i czytam ciekawy post.

Coś kreatywnego + Bullet Journal + Gratitude Journal

Jeśli nie zrobiłam tego wcześniej, a już jest czwartek (mój stały dzień na wrzucenie nowego postu), pracuję nad nowym wpisem dla Was. To jest takie kreatywne, pozytywne (choć nie zawsze łatwe) zajęcie na początek dnia.

Potem uzupełniam mój Bullet Journal (czyli dopasowany do mnie i moich potrzeb terminarz, kalendarz, dziennik i pamiętnik w jednym). Sprawdzam co mam zaplanowane, a następnie zapisuję w nim moje cele i zadania na ten dzień (jeśli nie zrobiłam tego dzień wcześniej).

Zapisuję też kilka powodów do wdzięczności z poprzedniego dnia❤ w moim Gratitude Journal – Dzienniku Wdzięczności (albo w Bullet Journal jeśli jestem leniwa i nie chce mi się wstać po tamten😜).

Bullet Journal i mój notes na modlitwy wykorzystuję też w miarę potrzeby jako dzienniki/pamiętniki, w których czasem opisuję w większych szczegółach moje przeżycia i przemyślenia.

Social Media

Na koniec mojego poranka włączam telefon, (jeśli robię to wcześniej, to tylko po to, by użyć translatora). Dopiero wtedy wchodzę na Instagram, odpowiadam na wiadomości na nim, sprawdzam co ciekawego wrzuciły moje ulubione “Instagramki”, czasem wrzucę też coś nowego na mój profil.

Korzyści wstawania o 4.30

Nie wiem jak długo uda mi się kontynuować ten eksperyment. Bardzo bym chciała, by była to moja stała poranna rutyna, ale zobaczę co przyniesie czas. Póki co, to już mój 3ci miesiąc i jestem z tego bardzo zadowolona. Nie mam jednak zamiaru robić niczego na siłę. Jeśli zauważę, że jestem już zmęczona tym eksperymentem, dopasuję go albo całkiem z niego zrezygnuję. Jak narazie widzę same korzyści wynikające z zaczynania dnia o 4.30.

Jakie korzyści?

  • Mam więcej czasu dla siebie.
  • Mogę na spokojnie zacząć dzień, bez pośpiechu i pogoni.
  • Mogę zacząć dzień od najważniejszych dla mnie spraw.
  • Robię coś dla siebie, dla swojej duszy, dla swojego rozwoju osobistego.
  • Robię coś kreatywnego.
  • Nawet jeśli w ciągu dnia nie uda mi się już niczego konkretnego zrobić – początek dnia miałam już niezwykle produktywny, budujący i pozytywny!
Czy to coś dla Was?

Jeśli Wy też czujecie, że ciągle brak Wam czasu dla siebie, że nigdy nie udaje się Wam zrelaksować, poczytać, zrobić coś kreatywnego, że zaczynacie dzień w pośpiechu i stresie…, to serdecznie zapraszam Was do przemyślenia Waszej porannej rutyny.

Jeśli wstawanie o 4.30 jest zdecydowanie nie dla Was🤣, co powiecie na wstanie 30-45 minut przed rozpoczęciem dnia? Brzmi lepiej😁? Być może właśnie te kilka dodatkowych, spokojnych chwil z rana, z pyszną kawką czy herbatką i jakąś ciekawą lekturą lub tylko z własnymi myślami (nie z telefonem!!!) wystarczy Wam, by rozpocząć dzień w zupełnie nowy, pozytywny i świeży sposób!😁❤

Kto się skusi na taki eksperyment?

Jeśli robicie już coś podobnego, koniecznie podzielcie się swoimi przemyśleniami.

Mocno pozdrawiam, Linda.

Pin It on Pinterest