W dzisiejszym poście napiszę kilka słów na temat pracy nad domkiem dla lalek dla naszej córeczki. Oraz o jego niespodziewanym wpływie na moje samopoczucie. Zapraszam!

Mamusiu, ja chcę domek dla lalek

Jakiś czas temu nasza córeczka, którą nazywam tu Dzibuską, powiedziała mi, że bardzo by chciała mieć domek dla lalek. Pomysł sam w sobie świetny i zupełnie zrozumiały. Ponieważ jednak dobrze znam naszą małą pannę, wiem, że każda zabawka prędzej czy później jej się znudzi – i zazwyczaj jest to “prędzej”😂. Dlatego obiecałam jej, że same zrobimy taki domek dla lalek z kartonowych pudełek. Pomysł przypadł jej do gustu. Mnie również, bo wiedziałam, że w ten sposób zaoszczędzę dużo kasy i nie będzie mi żal jeśli po kilku dniach Dzibuska znudzi się tym domkiem😁. Ponadto pomyślałam, że taka wspólna zabawa to wyśmienita okazja do ćwiczenia jej kreatywnych umiejętności.

Niespodziewana frajda

Nie spodziewałam się natomiast, że cała ta zabawa sprawi mnie samej tyle frajdy! Naprawdę! Na przestrzeni ostatniego ponad tygodnia kilka razy siadałam z Dzibusami do tego domku i co rusz dorabialiśmy jakieś kolejne jego części albo pracowaliśmy nad jego wystrojem. Choć ten projekt nadal nie jest gotowy i wciąż wymaga nieco pracy, dał mi wiele satysfakcji.

Wszystko dlatego, że zupełnie niespodziewanie odkryłam, że lubię taką “artystycznązabawę, tworzenie czegoś nowego bez większego planu, spontanicznie, na bieżąco szukanie najlepszych rozwiązań.

Bez perfekcjonizmu

Zaskoczył mnie też fakt, że przy tym projekcie w ogóle nie odczuwam mojego głęboko drzemiacego perfekcjonizmu👍. W ogóle nie przeszkadza mi to, że wszystko jest krzywe, a kolory i wzory często do siebie nie pasują🤣. Co jest bardzo pozytywne, bo przecież przy tym domku pracujemy w 3kę, a wiadomo, że dzieci nie potrafią jeszcze zrobić wszystkiego z tą samą precyzją co dorośli. O dziwo krzywo przyklejona tapeta w pokojach w ogóle mi nie przeszkadza. A nawet doceniam jej urok🧡😁.

Bawię się

Tydzień temu podczas drugiego posiedzenia przy domku udało nam się dużo zrobić. Po kolacji dzieci poszły spać, a ja miałam w planach pisać nowy post dla Was. Nie miałam jednak na to żadnej ochoty. Za to miałam ogromną ochotę na dalszą pracę nad domkiem dla lalek👍😁.

Kiedy mój mąż przyszedł po jakimś czasie do salonu i zobaczył mnie działającą na podłodze, spytał: “A co Ty robisz?” A ja na to: “Bawię się“. Na co On odpowiedział: “I bardzo dobrze“😂. Jak widać mój mąż wie jak rzadko robię coś tylko i wyłącznie dla własnej przyjemności. I wie jak często mój (pojawiający się w niektórych częściach mojego życia) perfekcjonizm potrafi mnie męczyć. Ucieszył się, że znalazłam coś lekkiego do zabawy😁.

Nowe pokłady kreatywności + flow

Pracując nad tym domkiem dla lalek (który w sumie wcale nie jest niczym nadzwyczajnym) przypomniałam sobie ciekawą myśl z przeczytanej niedawno książki “Big MagicElizabeth Gilbert.

Autorka piszę o tym jak dobrze jest czasem zrobić coś kreatywnego w zupełnie innym kierunku niż ten, w którym zazwyczaj działamy. Nawet bardzo mały projekt może obudzić w nas nowe pokłady kreatywności i rozbudzić naszą ciekawość. Tak zdecydowanie było w moim przypadku. Pracując nad tym domkiem byłam w stanie “flow“, za którym przepadam. Mogłabym wtedy w ogóle nie przerywać pracy, wszystko do siebie pasuje, najlepsze pomysły i rozwiązania przychodzą do mnie bez problemu, z łatwością i przyjemnością. Coś cudownego🧡. Pracując nad tym prostym, kartonowym domkiem dla lalek doszłam do wniosku, że muszę częściej robić tego typu rzeczy. Iść za iskrą ciekawości i zobaczyć gdzie mnie ona zaprowadzi.

I do tego samego zachęcam też Was. Czy Wy też miałyście podobne przeżycia? Kiedy ostatnio robiłyście coś tylko dla siebie? Czy udało się Wam odkryć niespodziewane pokłady kreatywności? Dajcie znać!

Mocno Was pozdrawiam, Linda

Pin It on Pinterest