Przed Wami 2gi z mini serii 4 postów w formie Dziennika z mojego Grudniowego Resetu. Każdego dnia na bieżąco spisywałam moje obserwacje, co robiłam, czego nie robiłam, jak się czułam. Zapraszam do lektury.

Dzień 8: 8/12/2018 Sobota

Dzisiejszy dzień spędziłam w pełni z Dzibusami. Mój mąż pojechał ze swoim bratem do Niemiec odwiedzić ich kuzyna.

My mieliśmy spokojny poranek w domku. Udało mi się zrobić ćwiczenia na plecy, posłuchać artykułu, który będziemy studiować jutro na zebraniu, postudiowac z dziećmi.

Po 12.00 pojechaliśmy na małe zakupy do fajnego sklepu z akcesoriami do domu. Tam kupiłam farby, bo znów mi zabrakło na ostatnie drzwi w hallu (tak to jest jak się jest perfekcjonistką i maluje się wszystko 4 razy🤣). Znalazłam też fajny zegar do salonu.

Potem pojechaliśmy do mojej teściowej. Tam Dzibusy zostały się pobawić, a ja szybko zrobiłam zakupy na targu. Po powrocie posiedzieliśmy jeszcze razem i pogadaliśmy.

W domku zrobiłam sobie drzemkę, dzieci fajnie się bawiły, a potem przygotowaliśmy ich odpowiedzi na jutrzejsze zebranie. Przed spaniem znowu im poczytałam.

Wieczorem mój mąż opowiedział mi o odwiedzinach u kuzyna oraz o kilku ciekawych nowinach związanych z jego pracą.

Dziś wrzuciłam też na bloga 1szy post opisujący moje pierwsze 7 dni resetu. W ogóle mnie dziś nie ciągnęło do Social Media. Na You Tube spędziłam tylko ok 20 minut. Super!

Dzień 9: 9/12/2018 Niedziela

Właśnie jest po 20.00 i w końcu mam czas dla siebie. Mam za sobą bardzo miły, rodzinny dzień.

Rano byliśmy na budującym zebraniu. Dzisiejszy wykład był o miłości chrześcijańskiej i bardzo mi się spodobał. Po zebraniu pojechaliśmy do mojej teściowej i siostrzenicy mojego męża na lunch. Była tam też jego siostra z Belgii. Wspaniale pojedliśmy, pogadaliśmy i pośmialiśmy się. Lubię takie niedzielne, rodzinne spotkania na luzie.

W domu zrobiłam sobie pół godzinną drzemkę w salonie przy bawiących się Dzibusach, co o dziwo było możliwe🤣. Potem się z nimi pobawiłam i skończyliśmy nasze puzzle 500 sztuk. Co za osiągnięcie😁!Po obiedzie jeszcze poczytałam im przed snem.

Przy myciu naczyń obejrzałam kilka ciekawych, motywujących filmików m.in. o podsumowaniu tygodnia – coś co aktualnie robię.

Niedzielny wieczór jest jak dla mnie idealny na podsumowanie tygodnia, przemyślenie tego, co planujemy zrobić w przyszłym tygodniu oraz sprawdzenie jak to wszystko się ma do naszych większych planów i celów na ten miesiąc, kwartał, rok. Oczywiście taki proces to prawdziwa chwila dla siebie, więc najlepiej, by nikt nam przy tym nie przeszkadzał.

Dzień 10: 10/12/2018 Poniedziałek

Dzisiaj miałam dosyć ciężki dzień. Źle się czułam emocjonalnie i to od samego ranka. Przerażała mnie ilość spraw, które muszę załatwić albo które muszą się wydarzyć w najbliższej przyszłości. Większość z nich to czyste bzdury z To Do List, łatwe i szybkie do odhaczenia. A dla nie dzisiaj wydawały się przeszkodami nie do przeskoczenia… Aż mi się płakać chciało… Na szczęście nie musiałam wychodzić z domu, skupiłam się na pracy – malowanie drzwi od Wc, słuchałam delikatnej muzyki i powoli doszłam do siebie.

Mój mąż był mi dziś wielką pomocą. Widząc jak się mizernie czuję, pomógł mi załatwić jedną z tych drobnych, przerażających mnie spraw. I kupił specjalnie dla mnie przepyszne świeże bułeczki i precle na lunch! Ale mi było miło❤😁.

Praca przy drzwiach jeszcze nie jest skończona, ale mam na nią zarezerwowany jutrzejszy dzień. Wszystko idzie zgodnie z planem.

Dziś zrobiłam sobie drzemkę na sofie. Chwilę poczytałam. Zrobiłam prosty, smaczny obiad. Potem poczytałam Dzibusom przed snem.

A od 19.00 mam czas dla siebie. Przed chwilą pracowałam nad moim własnym “Artist of Life Workbook 2019” wzorowanym tegorocznym workbookiem Lavendaire. W tym roku nie kupuję jej nowej wersji workbooka, tylko robię swoją własną. Za to zainwestowałam w 2 inne plannery/dzienniki i czekam kiedy przyjdą z Amazon.

Za chwilę skończę pracę nad postem i zabiorę się za moją (ciekawą jak dotąd) powieść.

Czuję się już dużo lepiej, choć nadal nie jestem w pełni sobą. Może po prostu to nie jest mój dzień…

Dzień 11: 11/12/2018 Wtorek

Dzisiaj znów byłam dość zajęta. I to pomogło mojemu samopoczuciu. Choć nadal nie jestem w pełni sobą, miałam dziś kilka pięknych, szczęśliwych momentów.

Z rana musiałam zrobić ćwiczenia na plecy, bo po całej nocy strasznie mnie bolały. Nie wiem czemu, ale to już drugi raz w tym tygodniu.

Potem zabrałam się za malowanie ostatniej warstwy na drzwiach do Wc. Trochę zajęłam się domem. Zrobiłam sobie małe studium osobiste.

Koło 13.00 przyszła moja przyjaciółka Gosia, by zrobić test na jednym stopniu naszych schodów na piętro. Pod koniec grudnia ona będzie je nam restaurować. Te schody są w strasznym stanie, a ja nie mam ochoty się za nie zabierać, bo to jest bardzo ciężka praca. Wolę wesprzeć biznes mojej przyjaciółki, zapłacić jej za tę usługę i cieszyć się pięknymi schodami!

Wieczorem pojechaliśmy na zebranie. Dziś było ono szczególne. Właśnie rozpoczęła się w naszym zborze Obsługa z nowym Nadzorcą Obwodu i jego żoną. Oboje są bardzo mili i radośni. Całe zebranie było budujące, ale oczywiście najbardziej podobał mi się półgodzinny wykład naszego Obwodowego. Piękny początek intensywnego dla nas tygodnia!

Dzień 12: 12/12/2018 Środa

Dziś miałam miły dzień z kilkoma stresującymi momentami. Miły, bo zaczął się od zbiórki do służby z naszym Nadzorcą Obwodu, jego żoną i grupą około 30 braci i sióstr. A po zbiórce wyruszyliśmy do służby, ja z Carą, siostrą z naszego zboru, która bardzo lubię. Bardzo fajnie nam się rozmawiało i miło spędziliśmy czas.

Po służbie i lunchu z moim mężem i Dzibusami zrobiłam sobie zasłużoną drzemkę. Zasłużoną, bo krótko spałam i byłam zmęczona.

Po południu miałam dużo stresu, bo pojechaliśmy do przychodni na szczepienie Dzibusów. Nie wiem jak inne mamy to przeżywają, ale dla mnie jest to trudne… Dlatego to mój mąż był przy nich przy samym szczepieniu, a ja czekałam na nie w poczekalni w stresie i z sercem w gardle. Dzibuska bardzo płakała… Dobrze, że to jej tatuś był przy niej… Moja rola polegała na pocieszaniu jej, przytulaniu, dawaniu całusków, pić i cukierka specjalnie na tę okazję przygotowanego😢🤣… Dzibus miał aż 2 szczepionki i zniósł je mężnie i bez łez! Zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Emocje ze mnie opadły dopiero w domu.

W domu przygotowałam dzieciom dużo pysznych, wegańskich smakołyków (niekoniecznie zdrowych, ale co tam🤣) w nagrodę/pociechę po szczepieniu. A potem dużo się bawiliśmy. Po obiedzie jeszcze im poczytałam przed snem.

Wieczór miałam dla siebie.

Dziś dostałam mój upragniony “The Five-Minute Journal” od Alex’a Ikonn i Uj Ramdas. Polecam kanał Alexa na You Tube – świetny człowiek. Podobnie bardzo lubię jego żonę i jej kanał – Mimi Ikonn. Wspaniali, pozytywni, mądrzy ludzie.

Na ten dziennik od dawna miałam ochotę i w końcu zdecydowałam się na niego przed nowym rokiem. Dziś zaczęłam czytać przemowę i “instrukcję obsługi” tego dziennika. Od razu obejrzałam też filmik na jego temat nagrany przez autorów. Zacznę go uzupełniać od nowego roku.

Potem pracowałam nad jutrzejszym postem, a teraz wpisuję tę notatkę tutaj. Jest już prawie 22.00. Idę spać. Czuję się lepiej niż wczoraj. Nie tęsknię za Social Media. Tęsknię za całkowitym spokojem umysłu. Będę nadal nad nim pracować.

Dzień 13: 13/12/2018 Czwartek

Dziś rano byłam w służbie z moją przyjaciółką Julie. Było zimno, ale słonecznie. Bardzo miło spędziliśmy czas i miałyśmy nawet jedną ciekawą rozmowę z pewnym właścicielem sklepu dla kolarzy. Mogę go znów odwiedzić z moim mężem, by kontynuować naszą rozmowę o Bogu.

Po służbie zaprosiłem Julie do nas na herbatkę. Oczywiście nie mogłyśmy się nagadać, ale nie dajemy za wygraną🤣.

W ramach resetu zrobiłam sobie dzisiaj godzinną drzemkę.

Mój brat Wiktor, mieszkający w Hiszpanii, zrobił Dzibusowi dziś bardzo miłą niespodziankę. Przysłał mu piękna książkę z Amazon z mapami świata dla dzieci! Co to była za radość! Dzibusy od razu przyssały się do tego pięknego prezentu i pieczołowicie go studiowały🤣.

Wieczorem mieliśmy Wielbienie Rodzinne i tym razem skończyliśmy oglądanie Broadcasting na ten miesiąc. Znów się zbudowałam. Tego mi trzeba było.

Dziś trochę się z Dzibusami pobawiłam – malowaliśmy ich nowymi farbami. Przed snem poczytałam im 20 minut. Aktualnie czytam im po polsku “Martynkę”, a po holendersku. “Pinkeltje”.

Dzień 14: 14/12/2018 Piątek

To był całkiem niezły dzień. Choć z rana nie czułam się najlepiej, postanowiłam sobie, że najpierw muszę zgubić to, co ma być zrobione. A resztę dnia mogę odpocząć i albo użalać się nad sobą, albo miło spędzić czas z moją rodzinką😂.

Na szczęście zajmowanie się obowiązkami domowymi pomogło mi trochę się uspokoić. Pojechałam po zakupy do Lidla, posprzątałem cały dół (kuchnia, salon, hall i Wc), zrobiłam pranie. O dziwo takie zwykłe czynności czasami pomagają w odzyskaniu dobrego samopoczucia🤔🤣.

Kiedy Dzibus wrócił ze szkoły mieliśmy nasz lunch rodzinny ze świeżymi bułeczkami i preclami. To nasza piątkowa rodzinna tradycja, za którą przepadamy.

Ku mojej wielkiej uciesze znalazłam w Lidlu coś, czego szukałam już od kilku tygodni – globus! Dzibus zobaczył mały globus poraz pierwszy u swojej koleżanki i od tego czasu co rusz nas o niego prosił. Obiecałam mu, że jeśli znajdę coś takiego w dobrej cenie to mu kupię. I akurat dzisiaj znalazłam piękny, duży, podświetlany globus w Lidlu! Po lunchu dałam Dzibusom ten oto prezent. Dzibus był (i nadal jest!) w siódmym niebie! Jego radość nie zna końca. Dzibuska była trochę mniej zachwycona, a w pewnym momencie prawie się rozpłakała. Okazało się, że w jej wypadku globus to jednak nie jest udany prezent. Obiecałam jej, że jutro pojedziemy do Action i będzie mogła wybrać sobie jakiś inny mały prezencik. A na teraz dałam jej moje perfumy z Yves Rocher. Od razu się rozpromieniła🤣

Po południu zrobiłam sobie niezbędną mi drzemkę, pograłam z dziećmi w Chińczyka, a wieczorem im poczytałam.

Dopiero wieczorem miałam naprawdę czas dla siebie. I bardzo miło go spędziłam. Trochę pisałam, trochę czytałam, obejrzałam też kilka krótkich filmików na You Tube dotyczących Morning Pages – czegoś, co chcę wypróbować od nowego roku. A na koniec czytałam moją powieść. Już jestem w połowie 😁.

Bardzo się cieszę, że przyszła dziś moja paczka z Amazon (druga), a w niej 2 książki i 1 planner. Bardzo się z nich cieszę.

I tak mi właśnie minął 2gi tydzień mojego resetu. O dziwo był cięższy niż 1szy i to wcale nie ze względów o jakich myślałabym na początku. Myślę, że powoli wychodzi ze mnie zmęczenie i uwidacznia się ono na różne sposoby, m.in. brakiem emocjonalnej równowagi. Jestem bardzo ciekawa jaki będzie 3ci tydzień tego resetu.

Pozdrawiam mocno, Linda

Pin It on Pinterest