Przed Wami 4ty, ostatni post z mini serii w formie Dziennika z mojego Grudniowego Resetu. Każdego dnia na bieżąco spisywałam moje obserwacje, co robiłam, czego nie robiłam, jak się czułam. Zapraszam do lektury.

Dzień 22: 22/12/2018 Sobota

Dziś miałam wspaniały i prawie całkiem leniwy dzień, a moje dobre samopoczucie nadal się utrzymywało. Bardzo mnie to cieszy.

Rano byliśmy w służbie całą rodzinką, ale nie długo, bo było zimno.

Resztę dnia w domu po prostu leniuchowałam razem z moją rodzinką. Była drzemka, było układanie nowych puzzli (1000szt.), było czytanie dzieciom na dobranoc.

Kiedy dzieci poszły spać, siadłam do prasowania przy “Elementary“.

A potem zupełnie spontanicznie wzięłam się za coś, co odkładałam od wieków – zaczęłam uzupełniać pamiętnik Dzibusa. Tak się w to wciągnęłam, że poszłam spać dopiero o 23:30🤣. Ale ile miałam przy tym radochy!

Dzień 23: 23/12/2018 Niedziela

Dzisiaj miałam kolejny dobry dzień. Rano pojechaliśmy do innego miasta na zebranie, bo mój mąż miał tam dzisiaj wykład pt. “Znalezienie pocieszenia we wszystkich naszych trudnościach“. Wykład dobrze mu poszedł, a zebranie było ciekawe.

Potem byliśmy zaproszeni na lunch do jednej znajomej rodzinki. Bardzo nam miło było.

Po przyjeździe do domu musiałam od razu się położyć. Za krótko dziś spałam i byłam wykończona. Drzemka dobrze mi zrobiła.

Po południu Dzibus napisał list z podziękowaniami za prezent do mojego brata Wiktora. Potem ja go przetłumaczyłam na polski. Do listu dołączyliśmy kilka ładnych rysunków Dzibusa, o które wujek prosił. Jutro wyślemy ten list do Hiszpanii. Myślę, że sprawi on wiele radości wujkowi Dzibusów.

Dzień 24: 24/12/2018 Poniedziałek

Dziś miałam dobry, choć dość intensywny dzień. Niby nic takiego wielkiego nie zrobiłam, ale cały dzień byłam zajęta. Jutro wyjeżdżamy na kilka dni do Polski, więc dziś był ostatni dzień na załatwienie ostatnich spraw i zrobienie ostatnich zakupów.

W czasie naszej nieobecności będzie u nas w domu moja kochana przyjaciółka Gosia. Cieszę się, że ktoś się będzie “opiekował” domkiem.

Wieczorem byliśmy zaproszeni do naszych drogich przyjaciół, którzy są nam tak bliscy, że stali się nam rodziną. Choć żadne z nas nie obchodzi świąt, lubimy wykorzystać któryś z tych wolnych dni na spotkanie w rodzinnym gronie. Dzisiejszy wieczór wykorzystaliśmy na spędzenie czasu w bliskim, wspaniałym towarzystwie, zjedzenie smacznego, prostego obiadku (dziś były frytki, sos słodko-kwaśny z warzywami, falafel, mięso) i cieszenie się różnymi nowinkami. Rozmowy były ciekawe, atmosfera przyjemna, żartów rodzinnych pod dostatkiem, Dzibusy były zadowolone. A ja jestem wdzięczna 😁.

Dzień 25: 25/12/2018 Wtorek

Dzisiejszy dzień w dużym stopniu spędziliśmy w podróży. Specjalnie wybraliśmy 1szy dzień świąt na podróż do Polski (plus nie obchodzenie świąt) i to był bardzo dobry pomysł. Zazwyczaj jedziemy do moich rodziców 9,5 h, a dzisiaj tylko 8h 15min! Byliśmy na miejscu po 13.00.

Wspaniale jest znów być w moim domu rodzinnym i widzieć się z moimi Rodzicami i mieszkającym obok dziadkiem💗. Po pysznym obiadku poszliśmy spać, bo wstaliśmy dziś o 4.00 rano.

Resztę popołudnia i wieczór spędziliśmy bardzo miło i leniwie. Moja mama zrobiła przepyszny wegański jabłecznik – po prostu szok! Koniecznie wezmę od niej przepis.

Zrobiłam dziś spore zamówienie z Zary dla całej naszej rodzinki, bo dziś o 20.00 zaczęły się tam przeceny. Jestem zadowolona, ale dopiero po powrocie do Holandii zobaczę co się sprawdzi, a co będę musiała zwrócić.

Z zapałem zaczęłam przeglądać i czytać książki o głodówkach, które zamówiłam wcześniej przez Empik i które czekały już na mnie u rodziców. Tyle ciekawych informacji!

Jestem bardzo szczęśliwa, że tu jesteśmy i bardzo wdzięczna za to, że mieliśmy szczęśliwą podróż.

Mam nadzieję, że moja dalsza część resetu będzie jeszcze dużo lepsza tutaj w Polsce.

Mam zamiar dużo spać, dużo jeść, dużo leniuchować. Taki mam plan😂.

Dzień 26: 26/12/2018 Środa

Pierwszy pełny dzień w moim domu rodzinnym z moją rodzinką był wspaniały. Świetnie mi się leniuchowało i bardzo mnie to cieszy.

Rano poszłam z mamą i dziadkiem “na kijki” czyli Nordic Walking. To był mój pierwszy raz i bardzo mi się spodobało. Dziadek zrobił małą rundkę, a my z mamą większą. Mogłyśmy sobie ciekawie porozmawiać i nacieszyć się świeżym powietrzem – super!

Udało mi się dzisiaj trochę popisać w moich dziennikach, uzupełnić post na blogu, pobawić się z Dzibusami, poczytać Biblię z rodzicami, posłuchać/obejrzeć fragmenty pięknych koncertów “Celtic Women” i “A Night For Ray Charles”.

W ramach realizacji mojego resetowego planu jadłam dużo różnych pyszności, m.in. wspaniałe ciasto zrobione poraz mojego tatę. Mniam!

To był dobry, leniwy dzień 😁.

Dzień 27: 27/12/2018 Czwartek

Kolejny miły i intensywny dzień za mną. Dziś mniemam jedyną sytuację w Polsce, która mnie stresowała. Musiałam oddać krew do analizy, a strasznie tego nie lubię. Na szczęście Pani lekarka była niezwykle miła i ciepła, a wszystko poszło dobrze i sprawnie. Cieszę się ogromnie!

Potem wybrałyśmy się z mamą do najlepszego sklepu papierniczego w mieście, gdzie kupiłam sobie nowe pióro Parkera. To ten sam model, który służył mi przez wiele lat, ale się już zużył – niedrogi, ale dobrze, miękko piszący. Wydałam na nie tylko 49zł, ale wiem, że będę z niego zadowolona.

Potem mama zabrała mnie na kawkę do kawiarni w centrum. Jak zwykle nie mieli tam mleka roślinnego, więc wypiłam zwykłą, czarną kawę… Ale przynajmniej fajnie się nam z mamą gadało😁.

Po południu pojechałyśmy z mamą i Dzibusami do Carrefoura, gdzie Dzibusy mogły wybrać sobie prezent. Specjalnie pojechaliśmy autobusem miejskim, bo one tak to lubią🤣. Dzibusy mogły wybrać sobie nowe zestawy Lego, tak jak im obiecaliśmy w Holandii. To jest taka nasza rodzinna tradycja😁. W Holandii już im Lego nie kupujemy.

W domu Dzibusy najpierw trochę się pobawiły, a potem był czas na drzemkę – też dla mnie.

Wieczorem byliśmy na fajnym zebraniu w moim starym zborze. Cieszę się bardzo, że widziałam znajomych i przyjaciół. Od razu umówiłam się z kilkoma osobami na kawkę. Już się cieszę na spotkanie z naszymi przyjaciółmi.

To był fajny dzień. I nie obyło się bez prezentów dla mnie i dla dzieci. Tylko mój mąż jest biedny, bo się przeziębił i spał przez większość dnia… Oby jutro już było lepiej.

Dzień 28: 28/12/2018 Piątek

Kolejny dobry, choć dość intensywny dzień za mną. Ranek w miarę spokojnie spędziłam z rodzinką w domu. Po 11.00 pojechałam z mamą i Dzibusami w odwiedziny do mojej kuzynki i jej męża, którzy właśnie miesiąc temu ponownie zostali rodzicami. Było nam bardzo miło, że mogliśmy ich odwiedzić i podziwiać ich słodką córeczkę.

Potem pojechaliśmy w odwiedziny do moich 2 cioć i wujka na kawkę i poczęstunek. Jak zwykle wspaniale u nich spędziliśmy czas. Kocham moje ciocie i zawsze kiedy jestem w Polsce chętnie je odwiedzam 💜.

Wieczorem odwiedziły mnie 2 siostry ze zboru moich rodziców. Agnieszkę znam już lepiej i bardzo ja lubię, Manuelę mogłam dziś lepiej poznać. Dziewczyny wybrały sobie kilka ubrań z tych przywiezionych przeze mnie z Holandii. Bardzo się cieszę, że coś się im spodobało. Fajnie nam się rozmawiało i zjadłyśmy kilka pyszności.

Dzień 29: 29/12/2018 Sobota

Kolejny miły i dość intensywny dzień z kilkoma spokojnym momentami za mną.

Rano miałam czas na moją poranną modlitwę (jak zawsze) i tym razem pomogła mi ona poradzić sobie ze stresem jaki czułam od początku dnia. Potem zrobiłam sobie relaksujące ćwiczenia.

Poranek mieliśmy miły i spokojny i fajnie spędziliśmy go całą rodziną. Moja mama z ciocią od samego rana zajęły się robieniem oponek specjalnie dla mojego męża🤣 – tak go kochają! Dzibusy też w tym pomagały. Miały przy tym świetną zabawę.

Miałam też czas na studium z Dzibusami i przygotowanie się do jutrzejszego zebrania.

Po południu pojechaliśmy w dwójkę w odwiedziny do zaprzyjaźnionego małżeństwa ze zboru moich rodziców. Bardzo miło spędziliśmy czas na budujących rozmowach i wspaniałym poczęstunku. Dzibusy zostały z babcią, a my mogliśmy sobie spokojnie porozmawiać.

Później przyjechała do nas moja dawna przyjaciółka ze swoimi trzema córeczkami i ich przyjaciółką. Wspaniale było znów się z nimi zobaczyć i choć trochę się nagadać. Dziewczyny zostały też na kolacji. Wszyscy dostaliśmy od nich piękne, bardzo trafione prezenty. Dzibus dostał świetne puzzle 3D, a Dzibuska fajny zestaw Play-Doh. My też mieliśmy kilka różnych prezencików dla dziewczyn do wyboru. Wspaniale było znów się z nimi zobaczyć.

Cieszę się z tego dnia.

Dzień 30: 30/12/2018 Niedziela

Dzisiejszy dzień zaczęliśmy od budującego zebrania w moim rodzimym zborze. Wykład był bardzo ciekawy, a studium wspaniałe i pocieszające.

Po zebraniu mieliśmy sporo czasu na leniuchowanie i odpoczynek. Ja nawet pospałam 1,5 godziny. To było wspaniałe.

Po południu poszliśmy do znajomej rodzinki z sąsiedniego zboru, gdzie bardzo miło spędziliśmy ok 1,5 godzinki. Ciekawe rozmowy i pyszny poczęstunek umiliły nam czas. A mój mąż mógł lepiej poznać tę rodzinę, którą ja znam od dziecka.

Wieczorem była u nas w odwiedzinach moja kuzynka z mężem i córką. Cieszę się bardzo, że się widzieliśmy i narobiliśmy część zaległości. Dzibusy bardzo lubią ich dużo od nich straszą, nastoletnią córkę i fajnie się z nią bawią😁.

Jutro ostatni dzień mojego Grudniowego Resetu. Nie mamy żadnych specjalnych planów poza spacerem na łonie natury jeśli pogoda pozwoli oraz pieczeniem wegańskiego jabłecznika, na który mam ogromną ochotę🤣. Ostatni dzień tego roku spędzimy spokojnie w gronie rodziny w domu.

Dzień 31: 31/12/2018 Poniedziałek

Dzisiejszy, ostatni dzień tego roku spędziłam bardzo miło i bardzo leniwie. Rano miałam czas na lekkie ćwiczenia rozciągające i na plecy oraz na moją poranną modlitwę.

Późnym rankiem skorzystaliśmy z pięknej, słonecznej pogody i poszliśmy na spacer za miastem na łonie natury. To było piękne i bardzo relaksujące. Mogłabym tak dłużej pochodzić, ale dla Dzibusów był już za długo.

Po powrocie do domu upiekłyśmy z mamą wegański jabłecznik. Był smaczny, choć poprzednim razem był jeszcze lepszy. Muszę go dopracować.

Po południu przyszła do nas siostra z innego zboru, z którą przyjaźnią się moi rodzice. One przepada za naszymi dziećmi i bardzo lubi je rozpieszczać pięknymi prezentami. I dziś znów to zrobiła, co było bardzo miłe😁.

Wieczór spędziliśmy bardzo leniwie. Zrobiliśmy porządki w cd i DVD moich rodziców🤣, posłuchaliśmy fajnej muzyki, a kiedy Dzibusy poszły spać oglądaliśmy kilka programów muzycznych w tv naraz (mieszając to z rozmowami i kabaretem Hrabi, za którym przepadamy😂).

Takie błogie lenistwo w ostatnim dniu roku bardzo mi odpowiadało.

Podsumowanie całego Grudniowego Resetu

To co zauważyłam po tym całym Grudniowym Resecie było dla mnie zaskoczeniem. Myślałam, że kilka tygodni bez Social Media przyniesie mi dużą ulgę. Okazało się jednak, że Social Media to tylko wierzchołek góry lodowej. Cieszę się, że od niego odpoczęłam, bo to zawsze dużo mniej bodźców i więcej czasu dla siebie. Dotarło do mnie jednak, że mój problem jest dużo bardziej złożony… Przez 1,5 tygodnia prawie każdego dnia źle się czułam emocjonalnie mimo tego, że nie miałam ku temu żadnych powodów. Miałam lekkie stany lękowe wywołane stresem przed tym, co muszę zrobić, przed tym, co przede mną, zmartwieniami o różne sprawy duże i małe. Być może jest to reakcja mojego organizmu i umysłu na wielomiesięczne zbyt wysokie tempo na jakim funkcjonowałam.

Choć z pozoru prowadzę bardzo proste, spokojne życie, mam dużo różnych obowiązków i zadań, z których pragnę dobrze się wywiązywać. Do tego mam mnóstwo hobby i projektów, którymi lubię się zajmować. Dodatkowo walczę z perfekcjonizmem, który wielokrotnie sprawia, że stawiam sobie zbyt wysoką poprzeczkę, narzucam za szybkie tempo i za dużo od siebie wymagam. Czasami czuję się winna, że po prostu odpoczywam, bo przecież jest tyle rzeczy do zrobienia!

Ten Grudniowy Reset był dnia mnie odkrywczy. Pokazał mi, że miesiąc bez Social Media to stanowczo za mało, by poprawić moje samopoczucie. Wykorzystałam ten czas i moje obserwacje na wyciągnięcie pewnych wniosków. Już wiem, że muszę naprawdę sporo zmienić w moim stylu życia i podejściu do wielu spraw. Nadal zastanawiam się jak się do tego zabrać.

Zapisuję moje przemyślenia, szukam inspiracji, staram się słuchać mojej intuicji, a nie AMBICJI!

Wiem, że 2019 będzie wyglądał zupełnie inaczej. A jak? Czas pokaże… Najpierw muszę sformułować nowy plan dostosowany do moich nowych okoliczności.

Życzcie mi powodzenia. Mocno pozdrawiam, Linda😁

Pin It on Pinterest